Trujący obrusik

Autor elfka 13 lipca 2014

Czasami znajduję gdzieś projekty haftów, które niezwykle mi się podobają. Do niedawna często kupowałam je wtedy, szczególnie jeżeli były akurat w jakiejś promocji – nawet jeśli nie wiedziałam na czym konkretnie miałabym je wyhaftować. Przydadzą się, mówiłam sobie. I teraz mam mnóstwo projektów, które, owszem, są piękne, ale jakoś nie pasują do niczego, co szyję. Tak więc teraz po prostu zapisuję sobie link do znalezionego cuda i pokonuję pokusę promocji. Kupię dopiero wtedy, kiedy rzeczywiście się przydadzą, mówię sobie.

Ale temu kompletowi haftów z trującymi roślinami nie mogłam się oprzeć. I słusznie, bo okazał się idealny na obrus na mój tarasowy stolik. Tojad, szalej, wilcza jagoda, krwica, ciemiernik i trujący bluszcz na pewno pozytywnie wpłyną na apetyt podczas spożywanych na tarasie kolacji. Zastanawiam się, czy te hafty nadają się też na sukienkę?

Za drugim razem będzie … trudniej

Autor elfka 6 lipca 2014

Kiedy robię coś po raz drugi, naturalnie oczekuję, że będzie łatwiej i że przy mniejszym wysiłku efekt będzie choć odrobinę lepszy. Jednak niepokojąco często jest wręcz na odwrót. Za drugim razem wszystko idzie gorzej, jest trudniej, ciągle coś się nie udaje i efekt jest gorszy. Niestety bywa tak również w szyciu. Trudno powiedzieć czy to szczęście początkującego za pierwszym razem, czy pech lub nadmierna pewność siebie za drugim. Wiem jedno – jest to niezwykle denerwujące.

Ten krawat jest właśnie przykładem takiej sytuacji. Ilość prucia przy tym drobiazgu przerosła moje zdolności pojmowania a i rezultat jest gorszy niż ostatnio… Mam nadzieję, że przy trzecim szczęście się odwróci.

Na gumkę

Autor elfka 15 czerwca 2014

Zeszłego lata uszyłam sobie cytrynową sukienkę w całości dopasowaną gumkami. Okazała się tak przyjemna w noszeniu, że w tym roku postanowiłam ponownie wykorzystać ten krój. Jest taki luźny a jednocześnie dopasowany, bardzo różny od ścisłego przylegania przy zastosowaniu zaszewek lub szwów francuskich.

Chciałam też zmodyfikować krój poprzez dodanie dużej falbany wokół dekoltu, ale jak widać nie umiałam tego wyobrażenia o dużej falbanie przełożyć na szerokość w centymetrach. Falbanka wyszła malutka, ale i tak mi się podoba. Szczególnie, że jest w liście…

Więcej szczegółów o szyciu tutaj.

Elementy stroju:

Gdzie: do pracy

Słoneczna inspiracja

Autor elfka 8 czerwca 2014

Zazwyczaj dokupuje się (albo dorabia) biżuterię do stroju, ale ja chciałabym dzisiaj zaprezentować Wam sukienkę zainspirowaną biżuerią. Pamiętacie zapewne sutasz, który niedawno Wam prezentowałam. Żółto-pomarańczowy wisiorek szalenie mi się podobał, ale szybko zorientowałam się, że nie mam go do czego założyć. Mam żółte stroje, ale zazwyczaj z zielonymi elementami i jakoś mi to do siebie nie pasowało. Ale w szafie czekał na przetworzenie żółty jedwab, więc postanowiłam uszyć sukienkę do wisiorka!

Sukienka jest w dość nietypowym dla mnie kroju. Ja zazwyczaj wybieram gładkie dopasowanie w talii, ale tym razem zaryzykowałam coś bardziej luźnego. Wyszło dość zgrabnie, chociaż i tak sądzę, że szczuplej wyglądam w moim tradycyjnym kroju. Sukienka jest dość wygodna, jedynie zakładki na ramionach dziwnie się zachowują – tak jakby zaczepiają o ramię. Sukienka ozdobiona jest lekkimi cieniowanymi haftami. Użyłam kolorów dopasowanych do naszyjnika. Wygląda to moim zdaniem wspaniale.

Więcej szczegółów o szyciu tutaj.

Elementy stroju:

Gdzie: na spacer

Co ma wisieć, się nie spląta

Autor elfka 1 czerwca 2014

Żeby robić piękne maszynowe hafty, potrzebne są odpowiednie nici. Nici dobrej jakości, odpowiedniej miękkości i grubości, a przede wszystkim w pięknych kolorach. W bardzo wielu kolorach. Na początku kupiłam około 30 szpulek, ale ciągle było mało, wybór był zbyt ograniczony. Więc poszerzałam moją nicianą paletę raz po razie aż doszłam do około 110 szpulek. Operowanie takim wyborem stało się trudne. Przechowywanie ich w pudełeczkach sprawiało, że plątały się niezmiernie, a wybór odpowiednich kolorów był kłopotliwy, nie było jak wygodnie porównać odcieni, nigdy nie wiedziałam, czy na pewno używam tej odpowiedniej.

Aż tu Lamvak przybył z pomocą i uczynił mi takie oto cudo. Z drewnianych deseczek i kołków zmontował wspaniały wieszak na szpulki, który wisi sobie na ścianie i prezentuje wszystkie moje nici hafciarskie. Wieszak ma miejsce na 160 szpulek, więc mam też miejsce na pewien rozwój. Sami powiedzcie, czyż nie wspaniały?

Lamvak zaproponował jeszcze kilka alternatywnych tytułów dla tego posta i są takie zabawne, że muszę się z Wami podzielić:

  • Królewna Elfka i 110 szpulek
  • Wiszący z nitkami
  • Zawieszone w sztuce
  • Zwisa mi to

Gruszki, truskawki, wiśnie i jagody

Autor elfka 25 maja 2014

Tkanina z tym nieco dziwacznym połączeniem owoców leżała w mojej szafie od ponad roku. Kupiłam ją podczas podróży służbowej do Kaliforni zeszłej wiosny. I przez cały ten rok nie wzięłam jej na warsztat – zawsze miałam jakiś bardziej pilny pomysł. Ale powoli ogromny zapas tkanin do wyszycia zaczął się zmniejszać, więc i na ten owocowy mix przyszedł czas. Gdyby nie gruszki, mogłabym powiedzieć, że to owoce kojarzące mi się latem…

Najbardziej jestem zadowolona z marszczenia spódnicy. To pierwszy raz, kiedy udało mi się zrobić naprawdę równe, porządne marszczenie. Użyłam metody dwóch równoległych luźnych ściegów, w których ściąga się po jednej nitce. Wydaje mi się, że już kiedyś tego próbowałam, ale efekt nie był tak dobry. Tym razem wyszło naprawdę ładnie.

Więcej zdjęć i szczegółów o szyciu tutaj.

Elementy stroju:

Gdzie: na spacer

Słońce

Autor elfka 11 maja 2014

Wszystkie moje dotychczas uszyte żółte sukienki były typowo letnie. Sami spójrzcie: Kaczeńce, Lemoniada, Obrusik. A słońce przecież wychodzi już wiosną i już w kwietniu warto odziać się w ten najsłoneczniejszy z kolorów. Dlatego też postanowiłam z tego cienkiego żółciutkiego żakardu uszyć sukienkę z długim rękawem, w sam raz na wiosnę. Wykończenie zieloną wypustką bardzo przypomina tą długą suknię sprzed dwóch lat, ale charakter jest jednak zupełnie inny.

Poczęstuję Was jeszcze dzisiaj gifem obrazującym jak pięknie kręci się taka sukienka z dołem z koła, w dodatku ułożona na tiulowej halce. Trzeba by się wybrać na jakieś tańce…

Więcej szczegółów o szyciu tutaj.

Elementy stroju:

Gdzie: na spacer

Sznureczki i koraliki

Autor elfka 4 maja 2014

Szycie i haft maszynowy pochłaniają mnie najbardziej, ale od czasu do czasu myślę, że warto byłoby spróbować jakiegoś innego rękodzieła. I taka okazja zdarzyła się właśnie w ciągu ostatnich kilku dni, kiedy to moja siostra wprowadziła mnie w podstawy sutaszu – bardzo ciekawej techniki tworzenia biżuterii. Zawsze podobały mi się sutaszowe wspaniałości. Kolorowe sznureczki wijące się wokół przeróżnych koralików i kryształków wyglądają wspaniale i pozwalają na tworzenie biżuterii w rozlicznych formach i rozmiarach.

Sądziłam jednak, że zupełnie nie jestem w stanie nic takiego stworzyć. Precyzyjna ręczna robota, gdzie trzeba wbijać igłę z dokładnością co do milimetra i uważać na każdy minimalny nawet drobiazg – wydawało mi się, że to mnie przerasta. Ale jednak spróbowałam. I dobrze zrobiłam, bo nie dość, że świetnie się bawiłam, to w dodatku coś z tego wyszło. Pokażę Wam więc dzisiaj moje pierwsze sutasze, a także sutasze, które otrzymałam w prezencie.

Zupełnie pierwsza rzecz, jaką zrobiłam: najprostszy wisiorek z czerwonymi kryształkami.

Trochę bardziej skomplikowany wisiorek: czarne kryształki w różnych rozmiarach i kształtach.

I jeszcze taki zielony naszyjnik zrobiłam – w całości ze sznureczków. Tutaj najbardziej widać niedoskonałości i brak idealnej symetrii.

A teraz dzieła mojej siostry, która ma już pewne doświadczenie w tej technice. Na początek moje ulubione zielone kolczyki ze złotymi akcentami i listkami:

Te tutaj również miały być kolczykami, ale okazały się za duże i za ciężkie. Będą więc wisiorkiem i spinką.

Wieczorowe czarno-czerwone kolczyki:

I jeszcze wielki tęczowy wisior:

A na koniec piękne kolczyki podarowane mi przez koleżankę, która ma bardzo duże doświadczenie w robieniu sutaszu. Na pewno widzicie różnicę pomiędzy moimi tworkami a tym dziełem, nie tylko w dokładności wykonania, ale i w komplikacji projektu. Najwyraźniej tak jak w szyciu – praktyka jest najważniejsza.

Suknia czy szlafrok

Autor elfka 6 kwietnia 2014

Od początku szycia tej sukni bałam się, że powtórzy się historia, którą opisywałam we wpisie Jedwab, szczypanki i zbyt wysokie progi. Znowu jedwab i znowu zielony. Nie, żeby miało to większe znaczenie, ale nawet kupiony na tej samej ulicy w Londynie. Znowu lejący, cienki materiał i niewypróbowany krój. Do tego jeszcze haft na jedawbiu sobie wymyśliłam. Ach, a przecież powtarzałam sobie, że jeden projekt – jedna trudność, a tutaj wpakowałam aż trzy. To mogło się bardzo źle skończyć.

A jak się skończyło? W sumie całkiem dobrze. Suknia udała się, nic się nie pozaciągało i nie popruło, pasuje na mnie i krój jednak się sprawdził. Haft udał się wręcz ślicznie i doskonale wyglądają te czerwone kwiatuszki na zielonym jedwabiu. Jedynym problemem jest, że kiedy już skończyłam szyć i dumna odziałam się w suknię, zauważyłam, że wygląda ona jak szlafrok. Piękny i luksusowy, ale jednak szlafrok. Nie mogę się teraz pozbyć z głowy tego skojarzenia… Lamvak mówi, że wyglądam jak elfia magiczka, to zawsze trochę pocieszające. Cóż, mam cztery opcje: albo przekonam się, że jednak nie jest aż taka szlafrokowa, albo rzeczywiście będę jej używać jako szlafroka, albo pozostanie na specjalne, ale jednak domowe okazje, albo ją obetnę, to wszak powinno ująć jej szlafrokowatości…

Więcej szczegółów o szyciu, tkaninie i wykroju tutaj.

Elementy stroju:

Gdzie: Jeszcze nie noszona

Przystosowanie

Autor elfka 30 marca 2014

Przede wszystkim chciałabym pozdrowić wszystkich czytelników mojego bloga, których spotkałam na Pyrkonie. Dziękuję każdemu, kto przyszedł się przywitać. To było bardzo miłe. Pozdrawiam również wszystkich, których poznałam i których przekierowałam na bloga, aby mogli obejrzeć inne nasze kostiumy. Pyrkon był w tym roku ogromny i oszałamiający, a ilość osób w kostiumach była wręcz niewiarygodna. To niesamowite, jak ten trend się rozwija. Kiedy półtorej roku temu pojawiłam się na konwencie w sukience TARDIS, byłam jedyna. Rok temu widziałam chyba trzy, a teraz było conajmniej dziesięć – każda inna. Nie mówiąc już o Doktorach, których było conajmniej trzydziestu.

Ale z Pyrkonu trzeba było wrócić i odwiesić kostiumy do szafy. I Lamvak znów musiał przywdziać korpo-uniform, ale postanowiłam dodać do niego coś od siebie. Uszyłam krawat z biało-złotego żakardu, który przywiozłam w tym celu z Londynu. Lamvak lubi krawaty szerokie, więc szeroki uszyłam. Wykrój z Burdy, którego użyłam okazał się jednak niezwykle wąski z drugiej strony – będę musiała go zmodyfikować. Starałam się zrobić to według sztuki, ale nie wyszło idealnie. Następnym razem muszę przemyśleć sprawę podszewki, zrobić szlufkę z cienkiej tasiemki zamiast grubej tkaniny wierzchniej, zrobić większą zakładkę na ręczne ostateczne zszycie, aby uniknąć pionowego załamania. Ale Lamvakowi i tak się podoba, a ja muszę przyznać, że szycie krawatów bardzo mi się spodobało.